W ogrodzie u koleżanki Uli stanął nowiusieńki czerwony piec do palenia ceramiki metodą raku. Piec grzał doskonale, obserwowałam jak umieszczona wewnątrz ceramika zaczyna się powoli żarzyć. Potem było przekładanie jej do trocin, trochę dymienia a potem studzenie w balii z wodą. Dopiero po wyszorowaniu na miskach i wazonach pokazały się niezwykłe efekty. Już podczas wysychania ceramiki piękniały w oczach! Było to moje pierwsze zetknięcie z paleniem raku, zadawałam więc mnóstwo męczących pytań. Technika raku to ogromne pole do eksperymentowania. Niepowtarzalność każdej wypalonej ceramiki i nieprzewidywalność końcowego efektu jest najcenniejszym walorem raku. Taki magiczny prastary obrzęd malowania ogniem... Ceramika tak bardzo przyciągała moją uwagę, że nie mogłam oderwać od niej oczu. Efekty są naprawdę niesamowite, po prostu magiczne!!!
Rozpoczęłam prace nad nową rzeźbą. Będzie to kolejny anioł, wraz z anielicą będą tworzyć całość, jak dwie połówki jabłka. Czuję się przy tym niesamowicie dziwnie, jak Twórca - Stwórca!
Zrobiłam fantazyjną misę z różą w prezencie dla mojej przyjaciółki Terri Adaluz. Gdy wyjęłam ją z pieca zachwyciły mnie barwne efekty na misie. Podczas szkliwienia miejscami nakładałam szkliwo czerwone na oliwkowe. Najbardziej lubię takie właśnie niespodzianki !